Nie pamiętam jak to się dokładnie stało, ale zamówiłyśmy z siostrą kilka różowych koszulek. Róż w odcieniu pudrowym. Postanowiłam je ulepszyć, za pomocą farb. Powstała seria Garfield, jako kontynuacja wcześniej zaczętej na tuningu butów.
Co mogę powiedzieć o tej technice? Jest fajna, sprawdza się, a kolor spiera się, ale jest to do przyjęcia. Koszulki mają 2 lata, a wzór jest cięgle widoczny. Farba spiera się mniej więcej do 3 prania. Raczej nie pęka, chociaż jeśli da się zbyt grubą warstwę to się zdarza.
Jeśli chodzi o efekt końcowy, to moim zdaniem należy pamiętać o dwóch rzeczach. Taki rysunek nie może konkurować z nadrukiem, bo to jest niewykonalne! Ale własnie to jest najpiękniejsze w tej technice. Po drugie własnie po to malujemy na tkaninie a nie drukujemy, żeby rysunek był niepowtarzalny. Ja co prawda kopiowałam grafiki, jednak sądzę, że jest to zła droga. A sam czas jaki należy poświęcić na wykonanie takiej koszulki nie kalkuluje się w ogóle z opcją wydrukowania sobie wzoru czy napisu. Wiadomo, jeśli robimy to na własny użytek to jak najbardziej można popróbować. Oprócz samego zwykłego malowania można sobie dokupić różnych gadżetów w postaci pisaków, kredek, które są bardziej dokładne oraz atomizerów do rozpryskiwania farby. Można malować na mokrej tkaninie, co również daje ciekawe efekty. Możliwości są ograniczone jedynie przez nasza wyobraźnię!



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz